Copyright © 2019 Ks. Adam Skwarczyński. All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.

 

Zaprzyjaźnione strony:

www.wydawnictwo-iskraz.pl

 

JAKIEJ MODLITWY BÓG NIE LUBI?

21 czerwca 2021

Czy wiesz, co to Paruzja? Czy wiąże się ona z końcem świata? A z tryumfem Niepokalanego Serca Maryi? Z Sądem Ostatecznym? Jak możemy do niej przygotować siebie i innych, nawet cały świat? Jaka w tym przygotowaniu rola ruchu “Iskra z Polski”? Kto tę “Iskrę” tworzy i jak do niej się przyłączyć? Jak rozpoznać znaki obecnego czasu? NA TE I NA INNE PYTANIA MOŻESZ ZNALEŹĆ ODPOWIEDŹ NA NASZEJ STRONIE, NA KTÓREJ SERDECZNIE CIĘ WITAMY, DROGI CZYTELNIKU!

Strona poświęcona Paruzji

czyli  OSTATECZNEMU
przyjściu Pana Jezusa

 

„Gdy się modliłam za Polskę – pisze św. Faustyna (Dzienniczek 1732) – usłyszałam te słowa: Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości.
Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat
na ostateczne przyjście moje”.

 x

DO: PRZYJŚCIE OSTATECZNE - PARUZJA

Ks. Adam Skwarczyński otrzymał od Boga w tej kwestii kilkakrotne pouczenia. Dzielił się nimi w wywiadach, homiliach oraz na piśmie – w broszurach, rozpowszechnianych przez nasze wydawnictwo. Można ująć je krótko w sposób następujący:

Przyjście Pana Jezusa “powtórne” będzie jednocześnie “ostatecznym”.

Będzie to przyjście na SĄD OSTATECZNY, przez który przejdziemy teraz, na “końcu czasów”, a nie na końcu świata.

Sąd Ostateczny będzie miał charakter poprawczy, co będzie najwyraźniejsze w PIERWSZEJ JEGO FAZIE – w “prześwietleniu sumień”, czyli sądzie szczegółowym takim jak po śmierci, tyle że bez śmierci. Obejmie on wszystkich ludzi bez wyjątku w tej samej chwili. Staną przed Jezusem, przychodzącym w ich duchowym doświadczeniu z aniołami, z wielką mocą i majestatem, w swojej chwale.

Potem będzie czas na poprawę, może około roku, a ponieważ dużo ludzi wykorzysta go w celu przeciwnym: pogłębi jeszcze swoje odstępstwo od Boga – konieczna będzie straszliwa kara w postaci kataklizmów, oczyszczająca ziemię.

Ludzie, którzy po niej pozostaną, podzielą się wyraźnie na dwie kategorie: odstępców i nawróconych. Wszyscy oni przejdą przez drugą fazę Sądu Ostatecznego – trzy dni ciemności.

W ciągu tych trzech dni ciemności odstępcy będą porwani przez demony do piekła, a nawróceni będą się modlić w pomieszczeniach zamkniętych.

Pod koniec dnia trzeciego nawróceni zostaną przez głos z Nieba wezwani do wyrzeczenia się nawet najmniejszego zła, a za chwilę do pełnego pojednania z pozostałymi na ziemi ludźmi (których zobaczą). Będzie to DRUGA FAZA SĄDU OSTATECZNEGO. Kto przez nią przejdzie, stanie się “nowym” człowiekiem, duchowo czystym, pełnym miłości Boga i bliźniego.

Ci “nowi” ludzie wyjdą na światło i zanurzą się w ogromnym szczęściu, dziękując Bogu za “nową” ziemię – jakby stworzoną na nowo. Będzie absolutnie czysta, płodna, pokryta nową roślinnością, gotowa do zamieszkania przez ludzi, obdarowanych niezwykłymi wynalazkami. “Będzie na niej mieszkała sprawiedliwość”.

Okres szczęścia nie będzie zbyt długi – będzie trwał zaledwie tyle, by ludzie doświadczyli piękna życia opartego ściśle na Ewangelii, osiągnęli najwyższy z możliwych poziom duchowego rozwoju, przygotowali się na okres powrotu szatana na ziemię i ostatnich okrutnych prześladowań. Będą im one zastępować czyściec, którego już nie będzie po końcu świata.

Na samym końcu nastąpi “porwanie na obłoki” świętych, a do piekła ich prześladowców, oraz zmartwychwstanie ciał zmarłych, podążających za swoimi duszami do Nieba lub do piekła.

 

Drogi Czyteniku, jeżeli czas Ci pozwala, pomódl się przynajmniej niektórymi z poniższych wezwań:

 

LITANIA OCZEKUJĄCYCH POWROTU SWEGO PANA

Litania pochodzi z książki ks. Adama Skwarczyńskiego „Z błogosławionymi Hiacyntą i Franciszkiem w XXI wiek” (imprimatur z 11.10.2000 r. nr 2182(K)2000).

Przy wspólnym odmawianiu można zaproponować prowadzącemu, by na końcu każdego wezwania wypowiedział słowa zaznaczone literą W, a wszyscy dali odpowiedź (O):

Część I: W. O to Cię prosimy – O. Przyjdź Królestwo Twoje

Część II: W. Chryste króluj – O. Chryste zwyciężaj.

Część III: W. Niech zstąpi Duch Twój – O. I odnowi ziemię.

Ukochany, oto nadchodzisz! Biegnij przez góry, skacz po pagórkach. Paś swoje stada wśród lilii.

Niech się radują niebiosa i ziemia weseli, niech szumi morze i wszystko, co je napełnia – przed obliczem Twoim, który już się zbliżasz.

Niech się cieszą pola i wszystko, co na nich rośnie, niech wszystkie drzewa w lasach wykrzykują z radości – przed Tobą, który już się zbliżasz, by osądzić ziemię.

Osądź świat sprawiedliwie, a ludy według swej prawdy, byśmy ujrzeli Twoje dzieła, zdumiewające czyny, których dokonasz na ziemi.

Daj nam ufność, byśmy się nie bali, choćby zatrzęsła się ziemia i góry zapadły w otchłań morza. Ogłoś z nieba swój wyrok, na sąd się podnieś, by ocalić wszystkich pokornych na ziemi.

Niech nawet gniew na ludzi przyniesie Ci chwałę, a ci, których gniew nie dotknie, niech obchodzą Twe święto.

Zapanuj od morza do morza, niech oddadzą Ci pokłon wszyscy królowie, niech służą Ci wszystkie narody.

Niech głoszą wśród ludów, że Ty jesteś Królem i żeś świat tak utwierdził, iż się nie zachwieje. Uśmierz wojny aż po krańce ziemi, skrusz łuki i włócznie, a tarcze spal ogniem.

Niech za dni Twoich sprawiedliwość zakwitnie i wielki pokój, zanim księżyc zgaśnie.

Niech miecze zostaną już przekute na pługi, a włócznie na sierpy, nie chcemy się więcej zaprawiać do wojny.

Niech wilk się pasie razem z barankiem, a dawne dzieje niech nawet na myśl nie przyjdą.

Niech nadejdzie Twoje zbawienie dla tych, którzy cześć Ci oddają, i chwała niech zamieszka w naszej ziemi.

Niech łaska i wierność spotkają się z sobą – wierność niech z ziemi wyrośnie, a sprawiedliwość niech spojrzy z nieba.

Zmiłuj się nad biednym i ubogim, nędzarza ocal od śmierci.

Niech kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze. Niech wszyscy, od najmniejszego do największego, poznają Ciebie.

Zabierz nam serce kamienne, a daj nam serce z ciała.

Daj ziemi obfitość zboża, a mieszkańcy miast niech się rozmnożą jak polna trawa. Obdarz nas szczęściem, a nasza ziemia niech wyda swój owoc.

Oto jesteśmy podobni do sług, oczekujących powrotu swego Pana.

Przyjdź Królestwo Twoje i zbaw nas od Złego.

Niech Twoja błyskawica, o Przychodzący, zabłyśnie na wschodzie, a świeci aż na zachodzie. Przyjdź na obłokach niebieskich z wielką mocą i chwałą, niech ujrzą Cię wszystkie narody.

Gdy zawołają do gór: Padnijcie na nas, a do pagórków: Przykryjcie nas! – spraw, byśmy nabrali ducha i z ufnością podnieśli głowy.

Niech ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd i nigdy nie będzie, postawi w pełnym świetle Twojej prawdy każdego mieszkańca ziemi.

Niech trwoga narodów, bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy, otworzy Tobie wszystkie drzwi i granice.

Wypełnij swoją obietnicę: niech z powodu wybranych ów czas zostanie skrócony. Ocal nas, gdy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony.

Zachowaj nas, gdy pobłogosławisz pokornych, by na własność posiedli ziemię.

Poślij Anioła, by węża starodawnego strącił do Czeluści, aby nie zwodził narodów, i pieczęć nad nim położył.

Okaż moc swego ramienia, rozprosz pyszniących się zamysłami serc swoich i strąć władców z tronu, a głodnych napełnij dobrami.

Niech cała ziemia rozraduje się Twoją obecnością z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia

świata.

Niech zakwas Twej Ewangelii zakwasi całe ciasto ziemi. Niech gałęzie drzewa-Kościoła oplotą cały glob ziemski.

Niech Twój naród niegdyś wybrany uzna w Tobie oczekiwanego Mesjasza.

 

 

Niech ostatni nie najęci robotnicy znajdą zatrudnienie w Twojej winnicy. Niech panny mądre z płonącymi lampami doczekają się Twojego powrotu. Niech jeden pasterz stanie na czele jednej owczarni-Kościoła.

Duch i oblubienica mówią: „Przyjdź”. Amen. Przyjdź, Panie Jezu!

Niech przed dniem sprawiedliwości nadejdzie dzień miłosierdzia.

Niech będzie dany ludziom znak krzyża na niebie, a z otworów, gdzie były ręce i nogi przybite Zbawiciela, niech wychodzą wielkie światła oświecając ziemię.

Niech Twoje przyjście, o Panie, nie będzie karą dla zbolałej ludzkości, lecz uleczeniem poprzez przytulenie jej do Twego miłosiernego Serca.

Niech ocaleje Reszta, oddająca Ci chwałę i odbudowująca świat w oparciu o zasady Twojej Ewangelii.

Niech Nowe Zstąpienie Ducha Świętego, wspanialsze niż pierwsze, wieczernikowe, odnowi oblicze ziemi i oświeci ją swoim blaskiem.

Niech w końcu zatryumfują Oba Najświętsze Serca.

Niech zagaśnie ognisty miecz w ręku Anioła, gdy wszyscy mieszkańcy ziemi pogrążą się w wielkiej pokucie.

Niech w pełni nawróci się Rosja oraz inne narody, żyjące dotychczas bez Boga. Niech zabrzmi Hosanna, gdy ludy, zachwycone Bogiem, zegną kolana przed Tobą.

Niech mieszkańcy ziemi uznają najpokorniejszą Maryję za Panią Wszystkich Narodów. Niech nowi wielcy święci, wychowani w szkole Maryi, nadadzą kierunek rozwojowi świata. Niech upadną nędzne nauki, podważające Twoją Wszechmoc.

Niech na ziemi zapanuje ten pokój, który jest Twoim darem, o zmartwychwstały Panie.

Niech odnowieni wewnętrznie ludzie wielbią Ciebie i Twój majestat i niech służą Tobie jak przed zepsuciem świata.

Niech okręt Twego Kościoła przy „kolumnach” Eucharystii oraz Maryi będzie bezpieczny od napaści wrogów.

Niech nowi władcy będą prawą ręką Kościoła świętego, naśladującego cnoty swego Założyciela. Niech budowa cywilizacji miłości uczyni ludzkość solidarną, szczęśliwą rodziną.

Niech świętość każdej rodziny czyni ją szkołą społecznej miłości oraz domowym Kościołem.

Niech Kościół wejdzie w swoją nową wiosnę, a młodzież – jego nadzieja – niech odważnie dąży do świętości.

Niech ludzkość szczęśliwie rozpocznie, dwa tysiące lat po Twoim narodzeniu, nowy etap swoich dziejów.

Niech drugie Twoje Przyjście będzie ustanowieniem na zawsze w świecie Twego Królestwa sprawiedliwości, miłości i pokoju.

W. Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny,

O. Zmiłuj się nad nami i nad całym światem.

 

Módlmy się.

Boże, który nie chcesz śmierci żadnego grzesznika, lecz żeby się nawrócił i miał życie, pokornie Cię błagamy, spójrz na nas okiem Twego miłosierdzia i wypełnij swoje odwieczne obietnice. Odnów mocą Twego Ducha Świętego oblicze ziemi, a swojemu Kościołowi daj nową wiosnę, by pokorny, czysty i święty cieszył się tryumfem Najświętszych Serc Jezusa i Maryi. Przez Chrystusa, Pana Naszego. Amen.

 

     To temat-„rzeka”! Każdy z Czytelników potrafiłby wymienić tego rodzaju modlitwy: wypowiadane bez szczerej miłości Boga i bliźniego, płynące z egoizmu, z chęci wykorzystania Boga do własnych celów, nie oparte na pokładanej w Nim ufności, pełne faryzejskich przechwałek i przekonania o własnej „świętości”, mające na celu wymuszenie czegoś, co nie zgadza się z czyimś powołaniem i z wolą Boga, wynikające z pożądania czegoś szkodliwego, oskarżające Boga o „nieczułość” i „brak miłości” (gdyby ich nie wysłuchał), zawierające żądanie zabrania krzyża „zbyt ciężkiego”, wypowiadane bez woli nawrócenia i powrotu do stanu łaski uświęcającej…

     Tak, to oczywiste! Jest jednak i taki rodzaj niemiłej Bogu modlitwy, którego wielu nie zauważa i nie rozpoznaje, a tym samym… nieświadomie sprawiają tym Bogu przykrość. Warto się nad nim zastanowić, żeby coś zmienić w swoim życiu na lepsze.

    Pewna matka poprosiła kogoś zamożnego o jałmużnę, gdyż nie miała za co kupić dzieciom chleba. Oczywiście przydałoby się rodzinie mnóstwo innych rzeczy, ale najbardziej konieczny był chleb, bez którego trudno żyć, poprosiła więc o 10 złotych. Dał jej tę niewielką kwotę, ale przy okazji nawiązał z nią rozmowę.

     – Czy słyszałaś o tym, jak bardzo jestem bogaty?

     – Owszem, kto by o tym nie słyszał!

     – Czemu więc prosisz o tak niewiele, podczas gdy ja mógłbym wam pomóc wydźwignąć się z biedy?

     – Bo mówią, że Pan jest sknerą – odparła prosto z mostu, zdobywając się na szczerość.

     Milioner pokiwał głową i odszedł smutny…

     A teraz powyższy dialog przełóżmy na język modlitwy. Na miejscu milionera postawmy Boga-Miłość Nieskończoną, a na miejscu matki głodnych dzieci inną matkę: taką, która prosi Boga o nawrócenie syna narkomana (a więc „głodnego” w sensie duchowym, zagubionego i pozbawionego Bożej łaski).

     Zwróćmy uwagę na to, że Bóg-Miłość dał się poznać z tego, że stworzył dla nas pełnię dóbr, doczesnych i wiecznych, i nieustannie pragnie nas nimi obsypywać, gdyż zależy Mu na naszym szczęściu. Na jakim szczęściu? Pełnym, jak największym, gdyż różne mogą być jego stopnie. Tymczasem matka prosi dla syna o co…? Jak tamta o swoje 10 złotych, tak i ta prosi o minimum: o to tylko, by syn wyszedł z bagna nałogu! Wprawdzie to wyjście jest bardzo ważne, gdyż każdy bieg musi zacząć się od startu, jak jednak ocenilibyśmy modlitwę zawodnika, który prosi Boga o szczęśliwy start? Czy nie bylibyśmy taką prośbą zdumieni? To tak jakby Bogu powiedział: jesteś bardzo oszczędny w swoich darach, więc o tylko tyle Cię proszę, a gdy już szczęśliwie wystartuję, to i bez Ciebie dalej sobie poradzę…

     Tak doszliśmy do sedna sprawy. Oto Bóg-Miłość Nieskończona, Bóg nieograniczony w swoich darach, którymi pragnie nas uszczęśliwić, nie lubi, gdy prosimy Go o mało! Dotyczy to zarówno naszego życia ziemskiego, jak i jego dalszego ciągu – Nieba. Przyjrzyjmy się teraz bliżej obu tym rzeczywistościom.

     – Skoro powiedział przez św. Faustynę, że jedynym naczyniem, którym możemy czerpać z Jego Miłosierdzia, jest ufność – nie lubi, gdy przychodzimy do Oceanu Jego Miłosierdzia tylko z kieliszkiem, a nie z ogromną cysterną ufności. Święty Paweł pisze w Liście do Efezjan (3,20), że Bóg „mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej niż to, o co my prosimy czy rozumiemy”. Musimy Mu jednak bezgranicznie ufać, a poza tym prosić Go o to, czym sam w swej hojności pragnie nas obdarować ponad wszelkie nasze pojęcie. Nie tylko zresztą nas , lecz i tych, za których się modlimy.

     – Ponieważ wszyscy mieszkańcy ziemi są Jego ukochanymi dziećmi – nie lubi, gdy w swoich modlitwach ograniczamy się do jednostki albo do niewielu ludzi, zamiast prosić za cały świat. Czyżbyśmy się obawiali, że nasza modlitwa „rozdrobni się” na miliardy tak dalece, że każdy z tego Oceanu otrzyma tylko po kropelce? Dlaczego mierzymy Nieskończoną Miłość własną ludzką miarą, tak bardzo ograniczoną?

     – Nie lubi, gdy chcemy wprowadzać Go w swoje własne plany i prosić o realizację poszczególnych punktów, zamiast Jemu powierzyć realizację Jego własnego planu i wypisanie recepty na nasze osobiste szczęście. Niestety wielu ludzi tak postępuje i z tego powodu są nieszczęśliwi, a za ten stan rzeczy oskarżają Boga… Co za nieporozumienie!

     – Skoro „trupami napawającymi Go wstrętem” nazwał Jezus (w dziewiątym dniu Nowenny do Jego Miłosierdzia) dusze oziębłe (czyli letnie) – cierpi z ich powodu, gdyż nie pozwalają Duchowi Świętemu siebie przepalić, przetopić i zapalić wielkim ogniem miłości, gdyż twierdzą, że „tyle wystarczy” i że Bóg „nie powinien od nich więcej oczekiwać, skoro aż tyle ze siebie dają”…

     – Bóg nie lubi uwikłanych z własnej winy w rzeczy przyziemne, którzy stali się jak ciężkie kuropatwy, podczas gdy stworzeni zostali jako orły zdolne do najwyższych lotów. Chociaż jest wszechmocny, jednak „nie uruchomi” swej wszechmocy względem człowieka o niskich lotach.

     – Bóg nie stworzył nas po to, byśmy na czworakach przeczołgali się tylko przez próg Nieba i by to minimum szczęścia nam wystarczyło, lecz chciałby nam dać miejsce jak najwyższe, jak najwspanialsze. Fałszywa to pokora, gdy ktoś mówi: „Czy ja w ogóle wejdę do Nieba? Aby tylko się tam dostać…!” Czy ziemi nie otrzymał po to, by była dla niego miejscem zasługi na najwyższą wieczną chwałę za najwyższą cenę? Czyżby się łudził, że ta chwała „sama przyjdzie”? To tak, jakby naiwnie mówił: po co w zespole himalaistów zdobywać z olbrzymim trudem dziesięciotysięcznik, skoro na jego szczyt mogę dolecieć bez wysiłku helikopterem i będę miał to samo? Bóg na swoich wiecznych szczytach nie chce mieć takich pasażerów na gapę! Im więcej coś nas kosztuje, tym bardziej to sobie cenimy – i na ziemi, i w Niebie.

     – I dlatego Bóg nie lubi, gdy sami dla siebie nie prosimy Go o wysoki stopień wiecznej chwały, jak też gdy nie wypraszamy go innym; gdy modlimy się tylko o czyjeś nawrócenie, a nie o jak największą świętość życia; o wyjście z trudnej sytuacji, a nie o pełnię Bożych darów.

     Oto co na temat różnych stopni chwały niebiańskiej mówi nasz Boski Nauczyciel w „Poemacie Boga-Człowieka”, spisanym przez Marię Valtortę (Księga II Rozdz. 103): «Spójrz na niebo, Szymonie. Widzisz na nim gwiazdy, więk­sze lub mniejsze, i planety różnej wielkości. Wszystkie posia­da­ją swoje istnienie i blask dzięki Bogu, który je uczynił, ale nie wszyst­kie mają tę samą jasność i te same rozmiary. W Moim Nie­bie też tak będzie. Wszyscy zbawieni posiądą dzięki Mnie życie, a dzięki Mojemu światłu – blask. Ale nie wszyscy będą mieć tę samą jasność i podobną wielkość. Jedni będą podobni do pyłu astralnego – jak ten, który tworzy Drogę Mleczną. Ta­cy będą nie­z­li­czeni: ci, którzy od Chrystusa posiądą – lub raczej wchłoną – minimum niezbędne, aby nie pójść na potępienie. O­ni przyjdą do Nieba tylko dzięki nieskończonemu miłosier­dziu Bożemu, po długim Czyśćcu. Inni będą bardziej jaśniejący i bar­­dziej ukształtowani. To będą sprawie­dliwi, którzy zjedno­czy­­li swą wolę – zauważ: swoją wolę, a nie swoją dobrą wolę – z wolą Chrystusa i aby się nie potępić, byli posłu­szni Moim sło­wom. Dalej będą planety: [ludzie] dobrej woli o blasku nie­słychanym! Ich światło będzie blaskiem czystego diamentu lub drogich różnobar­wnych ka­mie­ni: czerwień rubinu, fiolet ame­ty­stu, jasność topazu, jaś­nie­ją­ca biel pereł. To ci, którzy byli za­ko­chani aż do oddania życia, pokutujący z miłości, działający z miłości, nieskalani z miłości. A pośród nich będą tacy, których przedstawiają niektóre pla­nety. Będą mieć w sobie [równocześnie] światłość rubinu, ametystu, topazu i perły. Będą Moją chwałą Odkupiciela, bo­ całą ich is­to­tę ogarnie mi­łość: heroiczni, by dojść do u­zy­­skania przebaczenia za to, że nie u­mie­li kochać od początku; po­kutujący, bo nasy­ci­li się wynagradzaniem jak Es­tera, która – nim stanęła przed As­we­rusem – nasycała się wonnoś­cia­mi; nie­­strudzeni, by w kró­t­kim [czasie] – w tak krótkim czasie, któ­­ry im pozosta­je – uczynić to, czego nie zrobili przez lata utra­co­ne w grze­chu; heroicznie czyści do tego stopnia, że zapomną o tym, że ist­nie­ją zmysły za­równo swoim ciałem, jak i sercem, i u­mysłem. To bę­­dą ci, którzy przyciągną swym róż­no­ro­d­nym bla­skiem oczy wie­rzą­cych, czystych, pokutujących, mę­czen­ni­ków, bohaterów, as­cetów, grze­­szników, i dla nich wszy­st­kich ich blask będzie sło­wem, odpowiedzią, zaproszeniem, pe­w­no­ś­cią...».

Weźmy sobie do serca tych kilka powyższych uwag i wprowadzajmy je w życie.

    – Nie narzekajmy na ciężar osobistego krzyża, skoro dzięki niemu zdobywamy dzień po dniu nieskończone szczęście. Nie uciekajmy od modlitwy, która bywa trudna i męcząca. Gdy nam się wydaje, że ona „nic nam nie daje”, może być zupełnie odwrotnie. Zresztą korzysta z niej wtedy Kościół na ziemi i w czyśćcu, a to już wiele.

     – Ponieważ na ziemi najmilsza Trójcy Świętej jest modlitwa przez Nią samą ustanowiona: Msza święta, najbardziej ją sobie ceńmy i uczestnicząc w niej, na pierwszym miejscu stawiajmy dobro całego Kościoła (a nawet świata), a nie osobiste. Wtedy nigdy nie będziemy się na niej „nudzić”.

     – Bądźmy apostołami dla wielu, nawet dla całego świata, właśnie przez taką ufną i płomienną modlitwę, której od nas oczekuje Bóg. Nie mamy pojęcia, jak bardzo jest Mu ona potrzebna i jak wiele od niej uzależnił!

     – Zgodnie z powiedzonkiem: „Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz” nie żałujmy trudu, by zdobyć jak największą chwałę w Niebie przez to, że swoim ziemskim życiem pełnym miłości będziemy przynosić jak największą chwałę Bogu nawet przez najbardziej prozaiczne czynności („Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie…” – zob. 1 Kor 10,31). A gdy już do Nieba wejdziemy, modlitwa dziękczynienia Bogu i wielbienia Go razem z Aniołami i Świętymi będzie dla nas jednym ze źródeł wiecznej radości.

     – Niech nasze modlitwy przenika ogień Ducha Świętego mieszkającego w nas – pozwólmy Mu działać w nas i przez nas, a brzydźmy się oziębłością, tak niemiłą Jezusowi. Modlitwa płomienna pochodzi z serca i wcale nie musi być ubrana w piękne słowa, może to być prosty gest (np.w wyobraźni rzucenie się przed Bogiem na twarz), spojrzenie, uśmiech. Rodziną Bożą jesteśmy, więc bądźmy spontaniczni i naturalni wobec Boga, a nawet szukajmy własnych sposobów na okazanie Mu miłości.

Duszpasterz

 

 

PDF