Copyright © 2019 Wydawnictwo Iskra z Polski.  All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.

 

 

Koniec czasów wg fragmentów Quaderni Marii Valtorty.

 

   «Wtedy Ja przyjdę i swoją mocą obronię moją ziemską Jero­zolimę – Kościół wojujący – przed wszystkimi zasadzkami i przebiegłościami, zama­chami i zbrodniami szatana. Rozprzestrzenię mojego Ducha na wszystkich zbawionych ziemi. […]

   Przyśpieszajcie godzinę tryumfu Niewiasty, archetypu tych, którzy zostali naznaczeni znakiem sług Boga, wybrańców, których siedzibą jest Niebo. Przyśpieszajcie godzinę tryum­fu Maryi nad szatanem, nad światem, nad materią, nad śmier­cią, pokonaną przez Nas dwukrotnie, zwyciężoną w Niej, w Stworzeniu, które nie znało ani śmierci duchowej grzechu ani śmierci ciała, które nie doznało rozpadu i żyje. Przyśpieszaj­cie godzinę tryumfu Maryi. Niechaj mężczyźni, kobiety, dzieci Kościoła – Jednego, Świętego, Katolic­kiego, Apostolskiego, Rzymskiego – połączą się z Aniołami kierowanymi przez Mi­chała, aby pokonać smoka o siedmiu głowach, dziesięciu ro­gach, smoka mającego siedem przeklę­tych diademów: siedem uwodzicielskich pokus. Chrześcijaństwo będzie miało wtedy czas, aby się zgromadzić, wzmocnić w miłości oraz w wierze i zmobilizować się na ostatnią bitwę (s. 308).

   Moje królowanie nie jest z tej ziemi – według tego, co oz­nacza pano­wanie na tej ziemi – lecz jest Królestwem ziems­kim. Ja bowiem nad ziemią będę panował. […]

   Przyjdę. Nie będę miał nowego ciała, gdyż mam już [ciało] dosko­nałe. Będę ewangelizował nie tak, jak ewangelizowałem, lecz z nową mocą. Dobrzy bowiem nie będą wtedy dobrzy po ludzku, jak uczniowie w czasie mojego pierwszego przyjścia, lecz będą dobrzy duchowo (s. 81-82).

   Kiedy zapanuję nad i w duchach sprawiedliwych, które doj­dą do dojrza­łości będącej teraz cechą tylko niewielu – potem zaś osiągnie ją ogro­mna ilość prawdziwych chrześcijan – wte­dy zwrócę się jedynie do nich, doskonaląc ich ostatnim po­uczeniem w nowej ewangelizacji. Nie różni się ona treścią, która nie może się zmienić, lecz – mocą. Wtedy dopiero zrozu­mieją to, czego dziś nie potrafią pojąć. Dlatego muszę wybie­rać specjalne stworzenia, godne tego dzięki własnemu wysił­kowi lub uczynione godnymi przez cud miłości.

   Przez dwadzieścia wieków mówiłem do wszystkich. Kiedy nadejdzie czas, przemówię tylko do tych [wybranych], przekonany, iż nie warto już mówić do innych (s. 85).

   Kiedy nadejdzie czas mojego pokojowego Królowania – a przyjdzie, gdyż Ja to obiecałem, a Ja nie uchybiam moim obietnicom – dobrzy na ziemi przyj­dą wszyscy do Mnie. […] Zgromadzę moich świętych. Świę­tym zaś jest ten, kto Mnie miłuje i kto podąża za Mną, posłusznie i wiernie. Zgromadzę ich z czterech stron Ziemi, i przez wzgląd na ich miłość prze­baczę nikczemność ludzi. Dobroć świętych będzie zastawem [dla złagodzenia] surowości Sprawiedliwości, a miłość moja i świętych oczyści swoim ogniem Ziemię. Jak wielki ołtarz bę­dzie Ziemia pojedna­na ze sobą i z Bogiem. I na tym ołtarzu Nauczyciel będzie uczył ludzi dokładnego poznania Prawdy […] (s. 181).

   Po straszliwych wojnach, jakie szatan przyniesie Ziemi przez swego mrocznego posłańca Antychrysta, nadejdzie czas zawieszenia broni. Po udo­wo­dnieniu wam, jakich krwawych darów udziela szatan, Ja będę was usiłował przyciągnąć do Siebie, napełniając was moimi darami.

   O, moje dary! Będą waszą słodyczą! Nie będziecie znać głodu, rzezi, nieszczęścia. Wasze ciała, i jeszcze bardziej wasze dusze, będą karmione moją ręką. Ziemia będzie wyglądać jak­by ponownie stworzona, cała nowa w uczu­ciach, którymi będzie pokój i zgoda pomiędzy ludami oraz pokój między Niebem i Ziemią, gdyż sprawię, że zstąpi na was potokami Duch mój, który was będzie przenikać i da wam nadprzyro­dzone widzenie Bożych dekretów.

   Nastanie Królestwo Ducha. Królestwo Boga, to którego wzywacie – a nie wiecie o co prosicie, bo nigdy się nie zasta­nawiacie – w Ojcze nasz. Dokąd ma przyjść to Królestwo Boga, jeśli nie do waszych serc? I w nich musi się roz­począć moje Królestwo na Ziemi. Królestwo wielkie, ale mimo wszy­stko ograniczone. Potem przyjdzie Królestwo nie ograniczone przestrzenią i czasem; Kró­lestwo wieczne, które uczyni z was wiecznych mieszkańców Niebios. […]

   Wasz Bóg będzie dokonywać najróżniejszych cudów, aby przycią­gnąć do Siebie jak najwięcej żyjących. Ja bowiem jes­tem Bogiem Miło­sier­dzia, Prze­baczenia i Miłości tak nieskoń­czonej, że jakkolwiek byście ją badali i pró­bowali pojąć, nie będziecie mogli jej zrozumieć. To, co wy uważacie za nie­skończoność mojej miłości do was, jest jak maleńki kamyczek na brzegu strumyka przy całym łańcuchu górskim, którego podstawy rozdzielają konty­nenty, a którego szczyty gubią się w chmu­rach (s. 120-122)

   Ani ojcowska hojność darów, ani straszne znaki na niebie nie zdołają uczynić synów Bożych z żyjących w tym czasie. I wtedy nadejdzie mój dzień wielki i straszny. Nie dzień dwu­dziestoczterogodzinny. Mój czas ma inną miarę. Jest powie­dziane „dzień”, gdyż za dnia się pracuje, a Ja wówczas będę działał. Dokonam ostatniej  selekcji żyjących na ziemi. I ona będzie mieć miejsce  podczas ostatniego zdjęcia łańcu­chów z szatana.

   Wtedy ujrzy się tych, którzy mają w sobie Królestwo Boże oraz tych, którzy mają [w sobie] królestwo szatana. Ci ostatni bowiem ustami, czynami i przede wszystkim sercem bluźnierczym po raz ostatni wzgar­dzą moim Pra­wem i dokonają ostat­nich świętokradztw wobec Boga. Tymczasem pier­wsi, syno­wie i poddani Pana – kiedy ostatnia bitwa niewypowiedzianą zgrozą wstrzą­śnie Ziemią – uchwycą się mocno mojego Krzyża i będą wzywać mojego Imienia, które ocala.

   Ostatni czas trzech lat i sześciu miesięcy – tak straszny, jakiego jeszcze nigdy człowiek nie zaznał – będzie tym okre­sem, w którym szatan, przez swe­go syna, zapłonie najwyższą zawiścią. Rozłam bowiem pomiędzy dwoma gałę­ziami ludu Bożego zostanie zakończony, a z nim przyczyna tak wielkiego zła materialnego, moralnego i duchowego. [Szatan] użyje swej doskonałej i naj­wyższej przebiegłości, aby szkodzić, zburzyć, zabić Chrystusa w sercach oraz zabić serca należące do Chrys­tusa. Mędrcy pojmą pułapkę szatana, niezliczone pułapki sza­tana, gdyż kto posiada prawdziwą Mądrość, ten jest oświeco­ny. Dzięki wierności Łasce staną się czyści i doświadczeni og­niem, godni być wybranymi do Nieba. Bezbożni pójdą za Złem i będą czynić zło, nie mogąc zrozumieć Dobra, gdyż z własnej woli napełnili swe serce Złem.

   Wtedy nadejdzie czas, w którym Kościół, zdeptany jak nigdy dotąd, nie będzie już wolny, by odprawiać nieustanną Ofiarę, i ohyda spusto­szenia zosta­nie wzniesiona w Miejscu Świętym i na miejscach świętych, jak to zapowie­dzieli prorocy i jak to powtarzam Ja, który nie wprowa­dzam w błąd.

   Daniel mówi: „Będzie tysiąc dwieście dziewięćdziesiąt dni takiego ucis­ku. Szczęśliwy ten, który wytrwa i doczeka ty­siąca trzystu trzydziestu pięciu dni”. To oznacza, że przez trzy lata i sześć miesięcy, które będą poprze­dzać koniec, krótki czas będzie zachowany dla wiernych, aby się zgromadzili i wysłuchali ostatniego Słowa. Zabrzmi ono w ich duchach jako zaproszenie do Nieba. Tymczasem Michał ze swoimi aniołami będzie zwy­ciężać szatana i jego złe duchy. „Szczęśliwy, kto wytrwa i doczeka do tysiąc trzysta trzydzie­stego piątego dnia”, oznacza: „Szczęśli­wy, kto wytrwa do końca”, gdyż zosta­nie zbawiony (s. 255).

   Co do czasów – 1000... 2000... 3000... to jedynie formy, aby dać jakiś punkt odniesienia waszemu ograniczonemu rozumo­waniu. Będzie tak okrutne to bestialskie panowanie syna Nie­przyjaciela – „syna nie z woli ciała”, lecz z woli duszy, która osiągnęła szczyt i głębię utożsamienia się z szatanem – że każda minuta stanie się dniem, a każdy dzień rokiem, a każdy rok – wiekiem dla tych, którzy będą żyli w tej godzinie. Dla Boga jednak każ­dy wiek jest ułamkiem sekundy, gdyż wiecz­ność to przebywa­nie w takim czasie, którego trwanie nie ma granic. Groza będzie tak wielka, że dla prze­żywających ją synów ludzkich mrok najciemniejszej nocy będzie, w porów­naniu z nią, jak światło południa (s. 64-65).

   O, szczęśliwości tego dnia, w którym zakończą się na zaw­sze zasadzki, zemsty, walki z tą ziemią, z szatanem, z ciałem! Mój Kościół będzie wtedy utworzony z prawdziwych chrześ­cijan – wtedy, w przedo­statnim dniu. Nieli­czny jak na począt­ku, ale jak na początku – święty. Zakończy się w świętości, jak w świętości się rozpoczął. Poza nim pozostaną kłamcy, zdraj­cy, bałwo­chwalcy. Ci, którzy do ostatniego dnia będą na­śladować Judasza i sprzedawać swe dusze szatanowi, szko­dząc Mistycznemu Ciału Chrystusa. W nich Potwór będzie miał swoich namiestników na swoją ostatnią wojnę.

   Radujcie się, o moi wierni słudzy. To mówią wam usta, które nie kła­mią. Nie będziecie się już musieli obawiać żadne­go zła, gdyż położę kres czasowi zła, a przyspieszę ten kres z litości dla moich błogosławionych.

   […] Przyzywajcie Mnie waszą wierną miłością. Ona jest pło­mieniem, który topi kajdany ciała i daje duchowi wolność szybkiego przyjścia do Mnie. Wypowiadajcie najpiękniejszy okrzyk napisany przez człowieka: „Przyjdź, Panie Jezu” (s. 158-159).

   Z bruzd gleby i z bruzd morskich powstają te białe elementy, które wi­dzia­łam rozproszone, i łączą się. To miliony, miliony milionów szkie­le­tów. Wychodzą na powierzchnię oceanów i stają na ziemi. Szkielety o różnych wysokościach: od maleńkich dzieci, których dłonie podobne są do małych za­kurzonych pajączków, do ludzi dorosłych – aż po olbrzy­mów, których wiel­kość każe myśleć o jakichś istotach przedpotopo­wych. Są zdziwieni i drżący, podobni do tych, którzy budzą się nagle z głębo­kiego snu i nie mają orientacji, gdzie się znajdują. Widok wszystkich tych szkieletowych istot, bielejących w apokaliptycznym „braku światła”, jest straszny.

   Potem wokół szkieletów skupia się powoli jakby mglistość, podobna do mgły wychodzącej z otwartej ziemi i z otwartych mórz, nabiera kształ­tu, nieprzejrzysta, staje się ciałem: ciałem podobnym do naszego, żyjące­go. W oczach – czy raczej oczo­dołach – pojawiają się tęczówki, kości policzkowe okrywają się policzkami, na dolne odkryte szczęki naciągają się dziąsła, formują się wargi i włosy pojawiają się znowu na czaszkach. Ramiona zaokrąglają się, palce stają się zwinne, i całe ciało powraca do życia, stając się jak nasze: identyczne, lecz różne w wy­glądzie.

   Jedne ciała są prześliczne, doskonałe pod względem kształtu i barwy, podobne do dzieł sztuki. Inne są okropne, nie z powo­du rzeczywistych bra­ków lub zniekształceń, ale z powodu wy­glądu ogólnego, bardziej podobnego do dzikiego zwierzęcia niż do człowieka. Oczy posępne, twarz skurczona, wygląd zwierzęcy. Najbardziej jednak uderza mnie mrok wychodzący z tych ciał, powiększający siność otaczającej ich przestrzeni. Natomiast ci najpię­kniejsi mają oczy śmiejące się, twarze po­godne, wygląd łagodny. Wychodzi z nich jasność, formując aureolę wokół ich postaci, od głowy do stóp, i promieniuje do­koła nich. Gdyby wszyscy byli jak ci pierwsi, to ciemność sta­łaby się tak powszechna, że zakryłaby wszystko. Jednak dzięki drugim jas­ność nie tylko trwa, ale się powiększa, tak że mogę wszystko obserwować.

[…] Rozumiem, że ujrzałam końcowe zmartwychwstanie (s. 269-271)».

 

 

 

 

 

 

 

ZAŁĄCZNIKI cz. 2

06 października 2020

Strona poświęcona Paruzji czyli  OSTATECZNEMU przyjściu Pana Jezusa

Czytaj więcej...

  1. pl
  2. en
  3. fr
  4. pt
Nasza Litania